Legenda o Zefliku z niezdrowickiego stawu

0
0
legenda o Zefliku
list w butelce z legendą o Zefliku

Legendy i opowieści ludowe żyją swoim życiem. Prawdziwe czy nie – wprowadzają czytelników lub słuchaczy w nieco magiczny świat.

Legendarny Zeflik, który zamieszkiwał – a może i do tej pory w nim pomieszkuje? – leśny staw  w opolskiej wiosce Niezdrowice użyczył swojego imienia charytatywnej imprezie. Zebrane podczas Bieg Zeflika pieniądze pomogą Piotrowi, który w nieszczęśliwym wypadku stracił nogę, w zakupie protezy.

Spis Treści
Zwiń
Rozwiń

Legenda o Zefliku

Był letni, ciepły wieczór. Ostatnie promienie słońca chowały się za Niezdrowickim lasem,
igrając z cieniami potężnych drzew i przydrożnych krzewów. Jeszcze tylko gdzieniegdzie zakwilił szykujący się do snu ptak, przemknęła wiewiórka lub lis pośpiesznie zmykał do swojej siedziby.
Nadchodziła noc.
Jadwiga szła szybko leśną dróżką, bacznie rozglądając się na boki. Bała się ciemności.
Przypomniała sobie opowieść babuni o dziwnych stworach na pajęczych nogach, potwornych strzygach, żywiących się krwią wąpierzach , duszących ludzi zmorach i utopcach, czyhających na zagubionych wędrowców. Nie lubiła tych strasznych historii. Zawsze kończyły się źle….
Spóźniła się. Zagadała zbyt długo z Zośką od Szymczychów i teraz sama musi wracać po nocy.
Matka znowu będzie zła, a ojciec! Znów będzie łajał, a morze wymierzy karę? Ale jest już blisko.
Jeszcze tylko jeden zakręt leśnej ścieżyny i prosto obok łąki. Potem krótka droga przy stawie i będzie nareszcie w domu. Przyspieszyła kroku. Nagle wiatr zakołysał drzewem, spadło kilka szyszek. Jadwiga krzyknęła ze strachu. Teraz już prawie biegła z duszą na ramieniu. Na szarej od ciemności ścieżce
przed nią coś zamajaczyło. Zobaczyła ludzką postać. Ktoś szedł. Uff! Może tatko zmartwiony nieobecnością córki, postanowił wyjść jej naprzeciw? A może to ten przystojny Janek od Bzdrygałów?
Postać się zbliżyła i zanim Jadwiga zdążyła otworzyć usta, odezwała się przyjemnym, męskim głosem:
– Co robisz o tej porze sama w lesie dziewczyno?
Jadwiga przyjrzała się nieznajomemu. Był wysoki, barczysty, ubrany w zielono-brązową
marynarkę i takież spodnie. Nie mogła dostrzec twarzy, bo niknęła pod ogromnym, jak się zdawało, czerwonym rondem kapelusza. Zawahała się, czy odpowiadać nieznajomemu, ale nie budził w niej lęku, wydawał się nawet sympatyczny.
– Biegnę do domu. Jestem spóźniona. Rodzice czekają.
– Nie bój się. Chętnie cię odprowadzę, żebyś bezpiecznie wróciła do domu – powiedział mężczyzna i ruszył razem z Jadwigą
Szli szybko w milczeniu. Dziewczyna raz po raz zerkała na swojego towarzysza, ale nadal nie mogła dostrzec całej twarzy. Widziała tylko delikatny uśmiech na jego ustach i błyszczące oczy. Ale oto już zbliżają się do niezdrowickiego stawu. Woda delikatnie lśni w blasku wyłaniającego się właśnie zza chmur księżyca. Tu mężczyzna zwolnił kroku i w końcu przystanął. Jadwiga oglądnęła się za siebie.
– Mieszkam kawałek dalej. Już widać mój dom! O tam! – powiedziała pokazując ręką.
– A ja, tutaj – odpowiedział nieznajomy.
– Tutaj? – zdziwiła się dziewczyna. – Jak to tutaj? Tutaj tylko woda!
– I mój dom – uśmiechnął się mężczyzna.
Jadwiga stanęła, jak wryta. Niedowierzenie malujące się na jej twarzy skłoniło nieznajomego do wyjaśnień.
– Jestem Zeflikiem i mieszkam w tym stawie od przeszło trzystu lat. Kiedyś znałem jednego młynarza, który mieszkał po drugiej stronie Niezdrowic. Ponieważ lubię żarty, robiłem mu mnóstwo psikusów.
Zatrzymywałem koło młyńskie, kazałem wodzie płynąć w drugą stronę, łamałem dyszel, zacierałem błotem turbinę. Denerwował się, a mnie to niezmiernie bawiło. W końcu, bym dał mu spokój, przekupił mnie glinianą fajką i woreczkiem tytoniu. Zostaliśmy przyjaciółmi. Często u niego bywałem i spędzaliśmy wieczory, paląc tytoń i popijając śliwowicę. Prawie zostałem jego zięciem. Zakochałesię z wzajemnością w jego córce, a on nie miał nic przeciwko naszej miłości. Byłem szczęśliwy… Ale, jak to często bywa, los odwrócił od nas swoją dobrą twarz. Pojawiła się straszna choroba. W okolicznych miejscowościach umierały całe rodziny. Najpierw setki potem tysiące osób. Włodarze miast, chcąc uchronić resztkę zdrowej ludności, wywozili chorych do naszej wsi. Zuzanna także zachorowała i umarła. Zostałem sam… tu przewał opowieść wyraźnie poruszony.
Jadwiga milczała, nie chcąc przerywać wzruszającej chwili. Po chwili Zeflik drżącym głosem
kontynuował:
– Napatrzyłem się na ludzkie cierpienie i krzywdę. Wiem, czym jest strata kochanej osoby. Zmieniłem się. I choć jeszcze czasem robię ludziom psikusy, strasząc nieoczekiwanym pluskiem w wodach stawu, ciągnąc za nogawki nieostrożnych wędkarzy, nie robię im krzywdy. Tak jak tobie… Chciałem, byś bezpiecznie wróciła do swojej rodziny – powiedział.
Jego oczy błysnęły.
– Pamiętaj i przekaż bliskim, że ważne jest postępowanie życzliwe, niesienie komuś pomocy. Tak kruche jest wasze ludzkie życie. Musicie zrozumieć, czym jest niestrudzona dobroć, łaska, opieka
i miłość, które nigdy się nie wyczerpują. Bądźcie dla siebie dobrzy. Uśmiechnął się, odwrócił, i zniknął w ciemnościach.
Jadwiga stała jak skamieniała. Usłyszała jeszcze plusk niedalekiej wody stawu. Potem
wszystko ucichło, a ona szybciutko wróciła do domu, którego dach widać było tak blisko…..

Informacje o biegu

Wszystkie informacje dotyczące imprezy znajdziesz w artykule Charytatywny Bieg Zeflika.

Oceń artykuł
[Głosów: 0 Średnia: 0]

Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach!

Wypełnij formularz, zapisz się na listę, a otrzymasz regularnie informacje o nowych przepisach i relacjach z podróży!