W Dolomitach nie tylko Via Ferrata

0
952
kobieta w górach

Letnia wyprawa we włoskie Dolomity okazała się przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”. 

Jak w Bieszczadach nie tylko Zakapiory, tak w Dolomitach nie tylko Via Ferraty. 

alpejska łąka i góry
Na alpejskiej łące

Nie takie człapu, człapu na szlaku

Kilku godzinna trasa w Dolomitach, może okazać się łatwiejsza, niż w rodzimych Bieszczadach.

Co prawda, czasem ułatwiałam sobie nieco trasę, pokonując pierwszy odcinek wędrówki kolejką.  I dobrze – dzięki temu miałam więcej siły na dalszą eksplorację.

Pierwsze wyjście w góry z Leo – przewodnikiem z hotelu Dosses  – pozwoliło mi nie tylko zanurzyć się w góry, ale poznać wiele tajemnic alpejskiej łąki.

Leo, zakochany w tutejszej przyrodzie i górach, ciekawie opowiada i zdradza tajniki natury.

kobieta i mężczyzna w górach
Pierwszy oddech w wysokich Dolomitach

Pierwsza wyprawa z przewodnikiem – pozostałe mogę organizować sama. Ważne jest tylko dobre przygotowanie trasy. Tutaj jednak napotykam na małą przeszkodę – na mapach szlaki są dobrze oznaczone, ale nie ma zaznaczonych ani czasu przejścia ( jak to jest w Polsce), ani nawet kilometrów ( jak w Czechach czy Słowacji).

Czasy przejścia umieszczone są dopiero na kierunkowskazach na trasie.

drewniane strzałki w górach z zaznaczonym czasem przejść do poszczególnych odcinków
Górskie znaki – kierunkowskazy

Czytając mapę, koniecznie trzeba zwrócić uwagę na oznaczenia ferrat. Na mapie są zaznaczone jako ścieżki tylko dla ekspertów wspinaczki:

……..  pierwszy stopień trudności

.. .. .. .. – drugi stopień trudności

++++ – trzeci, najwyższy stopień trudności

Jeśli nie masz lęku przestrzeni i posiadasz chociaż najbardziej podstawowy sprzęt (kask, uprząż i lonża z karabinkiem) to oczywiście możesz spróbować swoich sił na ferratach, ale to nie temat dla mnie…

Via ferrata – (z włoskiego „żelazna droga”) szlak turystyczny o charakterze wspinaczkowym, wyposażony dla celów autoasekuracji w linę stalową, drabiny i haki. Via ferraty są popularne w wielu europejskich państwach między innymi we  Włoszech (szczególnie w Dolomitach), Niemczech, Francji, Austrii, Słowenii, Szwajcarii i Hiszpanii. Pierwsze Via ferraty zbudowano w Dolomitach podczas pierwszej wojny światowej, w celu ułatwienia przemieszczania się żołnierzy. Później odnawiano je lub budowano nowe, przeznaczone dla turystów.

Im wyżej się wspinasz, tym mniejszą kontrolę masz nad naturą

Trasy – nie Via Ferrata – Alpe di Siusi i okolice

1. Pierwszy zachwyt w sercu gór

Start z Santa Cristina  (1445 m) i wjazd gondolą na Col Raiser Hutte (2107 m). Trasami numer 2 i 2b z krótkim kawowym postojem w Troier (2271 m) obejście potężnego „kotła”, otoczonego zewsząd ostro zakończonymi szczytami sięgającymi 3 tysięcy metrów.

Panuje absolutna cisza, przerywana z rzadka spotykanymi wędrowcami. Jedynie z zawieszonych nade mną skał, co rusz słychać nawoływania wspinających się po Via Ferrata, alpinistów . I właśnie tak jest – bardziej ich słychać, niż widać – na skałach dostrzegam jedynie znikające co rusz kolorowe kropeczki.

Po dojściu  – obok spektakularnej samotnej skały Pera Longia – do krańca „doliny” (2263 m),  z widokami na Grupę Ronda i majaczące w oddali białe szczyty Alp, przez tym razem „lunchowy” postój w Regensburgerhütte (2014 m).

pojedyncza, potężna skała na środku polany
Samotna piękność
góry i łąka
Po lewej Gruppa Ronda,  na pierwszym planie kropeczka jeziora polodowcowego
góry w tle ośnieżone szczyty Alp
W tle ośnieżone szczyty Alp, po lewej szczyt Sciliar z kumplami

Za namową Leo spróbowałam polenty z serem ( typowa potrawa „stąd”).  Może nie będzie to moje ulubione danie, ale na pewno pierwsze, w którym polenta mi smakowała.

Z tego miejsca Leo poleca świetną trasę na górę Stevia (2312 m) – 2 godziny w jedną stronę, trasą numer 17b –  leżąca na płaskowyżu gór, ale dzisiaj już brak siły i czasu na taką kontynuację.

chata na tle wysokich gór
Lunch z takim widokiem

Zejście trasą, częściowo przy gondoli do Santa Cristina. Wycieczka trwała 5 godzin i przeszłam 14  km.

Po drodze wysłucham mnóstwo ciekawostek  przyrodniczych – szczegóły w Alpejska Łąka  –  i zobaczyłam… tył uciekającego Marmoty – tego sławnego świstaka, który zawija cukierki w sreberka :).

łąka i jama będąca domem marmota
Domek Marmota

2. Trasa z Santa Cristina do Hotelu Icaro na Alpe di Siusi

Szesnaście kilometrów – minimalna wysokość: 1410 m n.p.m. maksymalna wysokość: 1967 m n.p.m.

Start z Santa Cristina  (1445 m) i początkowo trasa prowadzi w kierunku St. Ulrich obok orzeźwiającego wodospadu i „towarzystwa: rzeźby alpinisty, trasą numer 30 w górę, aż do Monte Pana.

Następnie absolutnie spokojną ( przez kilka godzin nie spotkałam ani jednego turysty) trasą numer 30a do Saltria.

Emocji trasie dodaje konieczność przechodzenia przez ogrodzone pastwiska, wśród pasących się krów i byków (!).

kobieta wchodzi przez drewnianą furtkę napastwisko
Na szczęście nie są to hiszpańskie byki 🙂

Z Saltrii –  po lunchu, przejście nr 9 (później nieoznaczoną) trasą do mojej ulubionej knajpki Sanon z widokiem przez … serduszko na Dolomity.

widok na góry przez serce wycięte w drewnie
Dolomity w sercu

Następnie dojście „na azymut” do hotelu Icaro ( 1914 m).

Trasa generalnie łatwa, za wyjątkiem początkowego odcinka z dość sporym podejściem ( chętni mogą skorzystać z wyciągu). Niezbyt uczęszczana, pozwala na delektowanie się w ciszy odsłaniającymi się co rusz widokami.

3.Trasa rowerowa

Szczegóły w  artykule „Wpadnij w Dolomity popedałować”

kobieta na rowerze w tyle góry
Nieco ciężko, ale warto 🙂

4. Z łąki na wyżyny

 Trasa 19 kilometrówminimalna wysokość 1722 m n.p.m. maksymalna wysokość 2356 m n.p.m.

 Start z Hotelu Icaro (1914 m), ale ponieważ podjechaliśmy nieco autobusem, więc prawdziwy początek trasy był z Saltrii, wyciągiem Florian Lift do Williamshutte (2070 m).

Przejście obok będącej w rozbudowie Zallinger Hutte do Plattkofelhutte (2300 m) drogą, będącą jednocześnie Drogą Krzyżową ( w pełnym tego słowa znaczeniu)!

stacja Drogi Krzyżowej
Droga Krzyżowa w 30 stopniowym upale

Po krótkim wypoczynku na delektowanie się widokami kontynuacja trasa zwaną August – Weg do Palaccia Berg Dialer (2154 m).

Dalsza trasa obfituje w liczne postoje z widokami na majestatyczną Marmoladę i grupę Ronda.

pokryta lekko śniegiem góra w na tle zielonych gór
Pokryta śniegiem Marmolada
szczyt a na niej wyciąg narciarski
Jedna z tras słynnej Sella Rondy czeka na zimę

Zejście trawersem wśród koni i pasących się krów, z widokami na osuwiska „wapiennej rzeki” na przeciwległych stokach do Malknechutte (2054 m), na lunch z miejscowych produktów ( Pierogi ze szpinakiem i serkiem ricotta, HA!)!

Po przejściu przez stoki porośnięte dziko kwitnącymi rododendronami z krótkim postojem w knajpce Floralpina (1695 m), powrót do Hotelu Icaro ( 1914 m).

krowa leżąca wśród krzewów rododendronów
Krowa malowniczo pozuje w rododendronach
chata drewniana w górach
Chata przy Floralpinie latem

5. W niziny

Trasa 18 kilometrów – minimalna wysokość 1062 m n.p.m., maksymalna wysokość 2066  m n.p.m.

Trasa z hotelu Icaro (1914 m) i przejście na ukos przez największą „łąkę Europy” do Panorama ( 2009 m) i przez Laurinhutte nr 5 do Saltner Hutte (1830 m), będącą ostatnim miejscem postojowym przed wejściem na szczyt Schlern (2450 m) trasą nr 1.

chata z napisem Letzte Tankstelle
Tak się reklamują w Saltner Hutte

Wejście z tego punktu zajmie około 3 godzin, a nagrodą będą niesamowite widoki. I, mimo że mocno pod górę, nie ma przepaści, ani przejść z łańcuchami. Pomimo tak cudnej perspektywy wybrałam jednak znacznie krótszą trasę – muszę przecież jeszcze dziś dojść do Siusi.

ścieżka w górach
Trasa

Kontynuuję zatem wędrówkę do Prossliner Schwaige (1740 m ), a później już cały czas ostro w dół, przechodząc przez ostro spadające w dół strumieni, podziwiając wyłaniające się co rusz wodospady i starając się nie patrzeć w przepaście w dół, dochodzę do dawnego uzdrowiska, leczącego wodami siarkowymi Bad Ratzen ( 1212 m).

Stamtąd już tylko półgodzinna wędrówka do hotelu Europa (994 m) w Siusi.

Góry skały
Potęga gór przede mną
ludzie w górach
I przepaście pode mną

Wszystkie trasy, które przeszłam były piękne, ale ta zdecydowanie wygrała w moim prywatnym rankingu!

woda spływająca po skałach
Ochłoda: dosłownie i w przenośni
wodospad w górach i kobieta
Jakże się nie schłodzić

5. Oddech i lekkość w 40 stopniowej temperaturze. Pięcio – kilometrowa trasa porannego spaceru, później 10 kilometrów do jeziorek – minimalna wysokość 945 m n.p.m., maksymalna wysokość 1143 m n.p.m.

Poranna, dwugodzinna wyprawa z Michelem na spotkanie czterech żywiołów: Ziemia – Woda – Ogień – Powietrze. Poprzez sekwencję oddechów i naturę, która mnie otaczała, mogłam rozpocząć dzień w prawdziwie mistycznej atmosferze.

łąka skoszona w górach
W dole sielsko, wiejsko – zwróć uwagę na traktor – niczym ratrak na stoku

Druga część wędrówki, to przejście trasa numer 2 od Siusi do „zakopanych” w górach jeziorek w pobliżu Fie allo Sciliar. Spokojniejsza trasa, idealna na tak upalny dzień –  w St. Ulrich o godzinie 17 temperatura wynosiła 34 stopnie Celsjusza.

Jeziorka położone w parku krajobrazowym, mają przyznany przez organizację na rzecz środowiska Legambiente „ Niebieski Żagiel” jako drugie pod względem czystości jeziorka we Włoszech.

Usytuowane w dziewiczym siedlisku z wodą o doskonałej jakości, jest miejscem na orzeźwiającą kąpiel – szczególnie w taki dzień jak dzisiaj. Wskoczyć można do pierwszego – drugie przeznaczone jest tylko do podziwiania!

szmaragdowa woda w jeziorze
Szmaragdowo…

Konkluzja

Kilku godzinna trasa w Dolomitach, może okazać się łatwiejsza, niż w rodzimych Bieszczadach.

Serpentynami w górę

Miejsc magicznych i cudownych jest bez liku w okolicy. Ale Gerard jest tylko jeden!

Restauracja na tle gór
Chalet Gerard

Restauracja i hotel – prowadzone nota bene – przez przyjaciela Michaela ( o którym słów kilka także poniżej), usytuowane w tak nieprawdopodobnie pięknym miejscu, są kultowym przystankiem w drodze do Corvary i celem wyjazdu na romantyczne randki mieszkańców okolicy – zarówno tej bliższej, jak i dalszej.

Miejsce niezwykle popularne dla lubiących jazdę z powiewem wiatru na skroni.

stary kabriolet na wiejskiej drodze
W dobrym, starym stylu

Na parkingu i na drogach SS 243 i SS 242 aż roi się od tłumów ludzi pędzących w kabrioletach. Zarówno zwykłych Mercedesów i Porsche jak, i wypasionych bryk za „milion dolarów”! I sznury motorów, i rowerzyści…

A to wszystko na drodze, gdzie czasem ledwo mijają się dwa samochody. Takie klimaty!

kieliszek z pomarańczowym napojem
Na zdrowie od Gerarda

Gdzie mieszkałam

Rodzaj mojego wypoczynku, został nazwany przez właściciele hoteli, w których zamieszkałam „Wędrówka po górach od hotelu do hotelu”.  I tak właśnie było. Po spędzeniu nocy wyruszałam w góry tylko z małym plecakiem, a główny bagaż czekał na mnie po południu w następnym hotelu. Dwie noce spędziłam w Santa Cristina, trzy w Alpe di Siusi i dwie ostatnie w Siusi.

Pierwsze dwie noce spędziłam w Hotelu Dosses w Santa Cristina. Położony w centrum urokliwego miasteczka, z widokami zarówno na góry jak i urokliwe centrum miejscowości. Pokoje bardzo komfortowe, zewnętrzny basen (całoroczny, z podgrzewaną wodą) z widokiem na góry, romantyczna strefa saun – wszystko to sprzyjało wypoczynkowi.

miasteczko w górach
Zatrzęsienie świętych nazw, tutaj Santa Cristina

Hotel jest tak prowadzony, że człowiek czuje się dopieszczony w każdym calu i w dodatku w prawdziwie przyjaznej, nie takiej „wyszkolonej” atmosferze. Jedzenie – chyba najlepsze, jakie do tej pory jadłam w hotelach. Zarówno wybór jak i jakość. Największym zaskoczeniem była dla mnie … woda z imbirem , którą proponowali przed śniadaniem. Tego w hotelach jeszcze nie  spotkałam. Wyciskane świeżo soki warzywne i owocowe, masła kilka rodzajów ( łącznie z kozim), patera serów składająca się z kilkunastu propozycji i wiele, wiele innych smakołyków.

Kolacje zaś, to prawdziwy spektakl smaków i zapachów. Z dobrym winem i sympatycznymi kelnerami – najczęściej obsługiwał nas Josef ze Słowacji – przeciągała się do późnych godzin.

Niezwykła historia drzemie w murach budynku. W wielu miejscach na ścianach wiszą  portrety starszego pana. Tego samego, ale w różnych momentach jego życia. Jest to były właściciel, który zmarł dwa lata temu w wieku 97 lat.

Zarządzając i będąc jednocześnie właścicielem jednego z najstarszych w miejscowości hoteli,  jakiś czas temu zatrudnił do pomocy managera, aby „pójść z duchem czasu”. Dzięki owocnej współpracy panów, hotel został wyremontowany i znacznie podwyższył się jego standard.

Właściciel, będący osobą samotną ( z najbliższej rodziny posiadał jedynie siostrę i 2 siostrzeńców), nie tylko współpracował ze swoim managerem, ale panowie bardzo zaprzyjaźnili się. Właściciel był traktowany jak członek rodziny. Chcąc, aby ich praca nie poszła na marne, hotel zapisał w testamencie managerowi. I w hotelu dzieje się bardzo dobrze: bardzo przyjazny właściciel z personelem stworzyli miejsce, które żal opuścić.

 

hotel i ulica
Hotel Dosses w Santa Cristina

To właśnie ON – Hotel Icaro, panoszący się na  na „łące” Alpe di Siusi był powodem mojego przyjazdu latem w Dolomity. Bezsprzecznie najlepiej położony, z oszałamiającym widokiem, stał się pokusą. Tuż przed nim przebiega jedna z tras narciarskich. Zimą robiłam sobie tutaj przerwy i uwielbiałam delektować się cappuccino, mając przed oczami ośnieżone, posępne, a jednocześnie fascynujące i przyciągające pasmo gór Schlern/Sciliar.

Pobyt przyjemny, głównie dzięki miłej obsłudze Polki – Pani Magdy. Dzięki! Kolacje naprawdę znakomite z cudownym widokiem, a wokół kwitnąca, alpejska łąka.

I tutaj nie brakuje historii, związanej z nazwą hotelu. Wzięła  się od pseudonimu budowniczego i pierwszego właściciela hotelu, który zabawiał swoich gości … skacząc w przepaście ze skał!

zachód słońca nad górami
Wieczorny spokój – widok z pokoju hotelu Icaro
ogromna ławka i siedząca na niej kobieta
Nawet ławka monumentalna, niczym góry

Położony u stóp gór, w pobliżu wyciągu gondoli rodzinnie prowadzony Hotel Europa w Siusi zachwycił pięknymi pokojami i ciepłą atmosferą. Ciekawe połączenie drewna z nowoczesnością. A do tego zapach limby ze świeżo pociętych wiórków, leżących w pokoju jako naturalna aromaterapia.

W wielu miejscach hotelu zachwycają fotografie, autorstwa Michaela Trocker fotografa natury, a zarazem  przewodnika górskiego i obecnego właściciela hotelu.  Tradycja tej rodziny to nie tylko hotelarstwo, ale przede wszystkim umiłowanie gór, z „obciążenia genetycznego” powiedziałabym.

Eksponaty związane z dawnymi wyprawami w góry „witają” wchodzących, podobnie jak rzeźba przed budynkiem.  Nie bez powodu. Protoplasta rodu – pradziadek Sepp Kosper wraz z kolegami – przewodnikami towarzyszył królowi Saksonii Fryderykowi Augustowi III w zdobywaniu alpejskich szczytów – w tym także najwyższego szczytu Austrii – Großglockner (3798 m ).

Polski akcent Fryderyka Augusta III znajduje się całkiem blisko mojego miejsca zamieszkania – ale o tym dowiedziałam się przebywając w Dolomitach.

Fryderyk August III często przebywał w wybudowanym przez siebie pałacyku w Dobrodzieniu (wówczas Guttentag) w województwie opolskim – dzisiaj znajdują tam się hotel i restauracja. Król otrzymał honorowy tytuł Wielkiego Łowczego Dobrodzienia, a po jego śmierci tamtejsi leśnicy upamiętnili Fryderyka Augusta III inskrypcją „FAR” na wielkim głazie, leżącym – po dziś dzień – niedaleko leśniczówki w pobliskich Rzędowicach. Król bowiem był nie tylko  ulubieńcem leśników, którzy organizowali dla niego polowania i łowy, ale i wśród ludu był  bardzo lubiany za swą bezpośredniość i zdrowy humor.

Wieczorne góry w Siusi

Postscriptum

  • Używam raz nazw niemieckich, raz włoskich. Bo tutaj tak właśnie jest: niemal wszyscy władają co najmniej tymi dwoma językami (plus miejscowy latyński), z tym, że w jednej części regionu „ważniejszy „jest niemiecki, a w innej włoski.
  • Podstawa: mapa – do kupienia w każdym sklepie lub do dostania w hotelu.
  • W opisie trasy jako punkty charakterystyczne wymieniłam restauracje. Nie bez powodu – są one bowiem zawsze zaznaczone na tutejszych mapach.
  • Uwagi: niektóre chaty – także te na  Alpe de Siusi są czynne tylko w sezonie letnim: od 1 czerwca do 15 października. A nawet w najbardziej popularnych miejscach, większość hoteli z restauracjami są zamknięte od połowy października do początku grudnia i od końca marca/początku kwietnia do końca maja/połowy czerwca. Przed planowaniem wyjazdu trzeba zatem sprawdzić.
  •  W hotelach otrzymałam kartę „Mobilcard” upoważniającą mnie do bezpłatnego transportu autobusami i koleją w całym rejonie Alto Adige/Südtirol.
  • Niektóre wyciągi są czynne także latem – nie tylko gondole, ale i krzesełkowe – zaznaczone odpowiednio na mapach.
  • Jeżeli przed chatą wywieszona jest biało – czerwona flaga ( tyrolska), to znaczy że w tej chacie dostaniemy coś do zjedzenia
biało czerwona flaga i drewniana chata
Tutaj zjemy!
drewniana tablica z propozycjami tras
Tablica z propozycjami tras

Więcej o regionie, ciekawych miejscach do odkrycia i potrawach do spróbowania w poniższych tekstach:

Wędrówka po Dolomitach „od hotelu do hotelu”

 Alpejska łąka – magia natury w Dolomitach

  Dolomity na rowerze 

Wybierasz się latem w Dolomity? Masz pytania dotyczące wyjazdu? Pisz śmiało w komentarzu, postaram się odpowiedzieć 🙂



Booking.com


źródło:Wikipedia, 

Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach!

Wypełnij formularz, zapisz się na listę, a otrzymasz regularnie informacje o nowych przepisach i relacjach z podróży!