Ronda – andaluzyjskie miasto na pół

0
357
Ronda most kamienny
Ronda most

Ronda, którego najbardziej znaną częścią jest przepaść El Tajo oraz przerzucony przez nią most XVIII wieczny most Puento Nuevo. Andaluzyjskie miasto, szczycące się także urokliwą starówką, opiewane przez Ernesta Hemingwaya i Victora Hugo.

droga do miasta Ronda
Droga do Rondy dostarcza wrażeń

Przepołowione miasto

Wjeżdżam do miasta Ronda do starej arabskiej dzielnicy Ciudad i nawet nie zorientowałam się, że właśnie przejechałam TEN most. Najbardziej znany w Hiszpanii i budzący lęk wysokości u nawet u osób, którzy nigdy wcześniej nie mieli takiej przypadłości. Ot, wygląda jak najzwyklejszy, krótki kamienny most, po przejechaniu którego znajdujemy się w nowej, zbudowanej  przez z chrześcijan części  miasta – Mercadillo.

Instaluję się w hotelu, położonym w idealnym miejscu – „rzut beretem” od areny korridy z jednej i słynnego mostu z drugiej strony. Atmosfera w hotelu znakomicie komponuje się z otoczeniem – czuć ducha minionych czasów.

Słynny most z górnego poziomu nie robi żadnego wrażenia
Ronda most
Spod mostu wrażenie nieco inne 🙂
Ronda most
Ronda nocą
Most ronda
Widok z mostu

Kolejne spotkanie z mostem już z bliższej odległości. W zapadających ciemnościach, ale jeszcze można podziwiać piękno architektoniczne i wąwóz El Tajo de Ronda. Aż trudno sobie wyobrazić  że taka mała, niepozornie wijąca się w bardzo głębokim wąwozie rzeczka Guadalevín potrafiła  tak głęboko wyżłobić skałę…

most Ronda
Mały ślad w dole to sprawczyni całego zamieszania…

Historia mostu łączącego dwie części miasta sięga XVIII wieku i zawiera w sobie tragiczne wydarzenia.

Monumentalny, bo o wysokości 100 metrów służył nie tylko do przemieszczania się mieszkańców Ronda z jednej części miasta do drugiej. Nad górnym, centralnym łukiem można dostrzec okno. Okazuje się, że pomieszczenie wkomponowane w budowlę spełniało niegdyś rolę przemyślnego więzienia, z którego ucieczka zdawała się być niemożliwa.

Architekt i budowniczy mostu Martin de Aldehuela, niezbyt długo cieszył się swoim sukcesem. Po zakończeniu budowy wychylił się ponad krawędź przepaści, chcąc sprawdzić swoją pracę. W tym czasie zawiał mocny podmuch wiatru i zdmuchnął mu kapelusz z głowy. Architekt chcąc go złapać, wychylił się jeszcze bardziej, stracił równowagę, wpadł do przepaści i zginął na miejscu.

most Ronda
Jak tu nie zerknąć…
most Ronda
… w taką przepaść
most Ronda kobieta
Dobrze, że nie widać “duszy na ramieniu” 🙂

Hemingway`a ślad

Ernest Hemingway, stały bywalec Rondy, wielbiciel korridy i koneser tutejszych win, opisał El Tajo w książce „Komu bije dzwon”.

Scena okrutnej masakry, w czasie której zakatowano kijami i wrzucano do wąwozu ponad 500 osób, to opis  zdarzenia opartego na faktach i mającego miejsce właśnie tutaj.

ulica Hemingwaya
Pamięć o Wielkim Pisarzu

Krok w bok

Mój hotel o jakże sugestywnie brzmiącej nazwie “Arena walki byków” Plaza de Toros położony jest w spokojnym miejscu w dawnej  chrześcijańskiej dzielnicy – usytuowanie idealne do zwiedzania. Jeżeli zrobię paręnaście kroków w lewo – stanę koło byka przed areną corridy, jeśli jednak ciągotka w prawo będzie silniejsza – to wejdę w aurę grozy, związaną z lękiem przestrzeni i okraszoną licznymi „ochami i achami” – nie tylko moimi!

A tymczasem zwiedzanie w promieniach słońca kontynuuję trasą  poleconą przez –  serwującego zumo de naranja (świeży sok z pomarańczy) – kelnera w barze na rogu.

Sława corridy

Wyruszam z nowej części miasta. Na początek powitanie z torreadorami, prezentującymi się przed głównym wejściem do areny korridy (Plaza de Toros).

Ronda

Wybudowana w 1785 roku, uznawana za jedną z najznakomitszych i najstarszych, a jednocześnie do tej pory działających aren.

Prawdziwym zaszczytem i wyróżnieniem dla torreadora jest wystąpić właśnie tutaj, ponieważ w walkach z bykami biorą udział tylko najlepsi z najlepszych pikadorzy i torreadorzy. Arena robi wrażenie – 66 metrowa, otoczona dwoma kondygnacjami arkad z toskańskimi kolumnami i zadaszonymi  trybunami mogącymi pomieścić 5 tysięcy widzów. W Maladze podziwiałam arenę korridy z wysokości ponad 100 metrów, a tu mogę pochodzić po piachu wyścielającym powierzchnię, na której dwa razy w roku organizowane są korridy. Raczej nie jestem jej zwolennikiem, chociaż raz zdecydowałam się uczestniczyć w takim wydarzeniu. I  wiem, że było to jednorazowe przeżycie.

Zwiedzając arenę warto zajrzeć do muzeum poświęconego walkom z bykami,  gdzie z bliska podziwiać można stroje torreadorów i szkice Goi.

To właśnie od jego nazwiska wzięła nazwę wielka korrida i święto miasta – Feria Goyesca, które odbywa się we wrześniu. Uczestnicy corridy są wówczas ubrani w stroje inspirowane obrazami Goi.

Francisco José de Goya ( hiszpański malarz żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku), był  wielkim fanem korridy. Szczególnie upodobał sobie Plaza de Tores w Rondzie, gdzie bywał wielokrotnie. Walki upamiętnił w słynnych rycinach Tauromachia (Tauromaquia), obrazujące różne etapy widowiska.

Jako ściśle związany z ze środowiskiem torreadorów, uwiecznił na płótnie także wizerunek urodzonego w Rondzie i noszącego miano największego torreadora i reformatora corridy Pedro Romero, który sławił się zabiciem ponad 6000 byków, a sam nigdy nie został ranny.

Za jego czasów rozpoczęto walki z bykami prowadzone wg nowych zasad – zaczęto walczyć z bykami bez pomocy koni.

Podobno stało się to za sprawą jednego z gapiów, który po tym, jak szlachcica na koniu przewrócił szarżujący byk, wskoczył na arenę i z pomocą kapelusza, stosując uniki, odciągnął zwierzę od wystraszonego jeźdźca.

A jakże, nie może zabraknąć pomnika głównego bohatera tych wydarzeń – czyli byka biegającego beztrosko po łące, w swoim poprzednim, szczęśliwym życiu.

pomnik byka
Pomnik byka

Rzut (oka) w przepaść 

Zostawiam byki i cała historię związaną z korridą i skręcam w prawo za pomnikiem byka. Przez park dochodzę do promenady biegnącej wzdłuż murów okalających tę nowszą część miasta. W dzień robi znacznie silniejsze wrażenie, niż wczorajszego wieczoru.

Widoki zaiste oszałamiające na okoliczne, sięgające horyzont góry i domy wielkości pudełka zapałek leżące pod nami. A w miarę zbliżania się do słynnego mostu Puente Nuevo, rośnie adrenalina spowodowana  patrzeniem w dół, który wciąga każdego. Wczorajszy, wieczorny kontakt z grozą mostu nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, oprócz doznań estetycznych.

Jednak dziś, w promieniach słońca, wszystko wygląda zgoła inaczej. Lęk wysokości zaczyna dawać o sobie znać. Chodząc po miejscach, gdzie niegdyś bywał Ernest Hemingway, trzymam się coraz dalej od barierek. Ale nie tylko ja – warto  stanąć na chwilę pod ścianą i poobserwować reakcje ludzi, zbliżających się do barierek i spoglądających w dół. Szczególnie kobiet – ich reakcje są równie spektakularne jak widoki. A i moja niezgorsza, kiedy dociera do mnie, że przed chwilą byłam na platformie wystającej poza „stały ląd”, a pode mną była tylko pusta przestrzeń kilkadziesiąt metrów w dół.

Przed samym mostem jeszcze kilka zdjęć i „walk z lękiem”, ale nie sposób oprzeć się takiej potędze.

Dalej nie przechodząc po moście do starej części miasta, idąc wzdłuż kanionu przez ogrody, schodzę do drugiego mostu w Rondzie – Starego Mostu. Znacznie starszego, niż położony wyżej jego znany brat, wielokrotnie odbudowywanego po zniszczeniach dokonywanych przez ten malutki, ledwo widoczny strumyczek w dole.

Przechodząc przez most, znajdziemy się w starej części miasta. I znowu w górę. Po prawej mijamy stare łaźnie arabskie, które można zwiedzić za opłatą. Moim zdaniem – nie warto. Podchodząc nieco wyżej całe ich wnętrze mamy jak na dłoni.

most Ronda
Stary most, w tle łaźnie – jak na dłoni

Znaleźć się pod mostem

Casa de Rej Moro ( Dom Mauretański) to miejsce, którego szkoda byłoby ominąć. Dotrzemy do niego wspinając się nieco brukowaną uliczką. Sam budynek jest w dość kiepskim stanie, niedostępny do zwiedzania, ale z otaczających go ogrodów schodzi się na dno kanionu.

Wejście kosztuje 5€. Podziemny korytarzem La Mina schodzimy nad rzekę. Przejście zostało wykute w XIV w. przez chrześcijańskich niewolników, aby władca mógł bez problemu schodzić nad rzekę celem zażywania kąpieli. Po pokonaniu  365 schodów osiągamy cel – tylko chętnych do kąpieli brak. Widok na most od dołu już nie robi takiego wrażenia. Niestety, powrót tą samą drogą. Lekko męczącą, bo schody są o znacznie większej wysokości, niż te, po których zazwyczaj chodzimy.

Dochodzimy do mostu w starej części miasta i podziwiamy widok z drugiej strony. Ma się wrażenie, że białe domy przyczepione do skalnych urwisk kanionu za chwilę runą w dół.

domy w Ronda
Domy “zawieszone” na skale

Teraz pozostaje tylko pochodzić po moście. Ponieważ jest tydzień Semana Santa, pomiędzy turystami widać coraz więcej uczestników procesji – głównie kobiety w czarnych strojach.

Spacer polecam zakończyć w starej części miasta i klucząc po wąskich uliczkach, wdychając jednocześnie zapach kwiatów pomarańczy, poszukać przyjemnej knajpki na lunch.

Jeżeli wystarczy sił, to warto zejść  do kanionu z tej części miasta i zobaczyć potęgę  mostu pod jeszcze innym kątem.

bar w Hiszpanii
Jedna z “ukrytych”knajpek, może nie wygląda, ale jak smakuje!

Późnym popołudniem opuszczam Rondę i wyruszam do Jerez de la Frontera drogą A 374, a następnie A 384 i nieodpłatną A 382. Malownicze półtorej godziny.

widok na pola i odległe góry
Widoczki z drogi
Wskazówki i porady
  • Dobrze jest  przed zwiedzaniem tego miejsca zaopatrzyć się wygodne obuwie – najlepiej z nieślizgającą sie podeszwą –  ponieważ wizyta w Rondzie to spacer wymagający pokonania stromych ścieżek oraz wielu schodów. I postarać się na chwilę zapomnieć o lęku przestrzeni.
  • Miejsce, gdzie się zatrzymałam: klimatyczny hotel Plaza de Toros wart polecenia, ale oczywiście hoteli w mieście jest dość sporo.

Tak trudno się rozstać – jeszcze trochę klimatu Rondy

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się na listę i nie przegap nowych ciekawostek, porad i konkursów!