W Bieszczadach nie tylko Zakapiory

10
2924
Połonina caryńska i połonina wetlińska

Bieszczady mają w sobie niesamowitą siłę przyciągania, otaczają magią zakochanych w górach i dlatego tak wielu z wędrowców tutaj wraca. Niektórzy na zawsze.

Bo potęga gór nie zawsze wynika z ich wysokości ponad poziom morza. Czasem tworzą ją historia w porozumieniu z przyrodą i tym “czymś” co właśnie Bieszczady posiadają.

Pisząc o górach, a o Bieszczadach szczególnie, nie może zabraknąć piosenek. Wywodzących  się z “moich”harcerskich czasów, wieczorów przy ognisku przeciągających się długo w noc, czy spotkań  “na pośpiewanie”. I taki jest ten tekst: trochę liryczny, nieco poetycki, ale w każdym calu powiązany z górami.

połonina zielona
Na szlaku w Bieszczadach
sarna na łące
Spotkana gdzieś po drodze

Schody w nieskończoność

Szlak prowadzący na Tarnicę z Wołosatego, nie byłby aż  może męczący, gdyby nie … schody. W ostatnim odcinku, ma się wrażenie, że chyba nigdy się nie skończą! Ale i tak ta trasa jest łatwiejsza, niż podejście od strony Ustrzyk Górnych.

zrobione z kamieni schody
Bieszczadzkie schody

Niebieskim szlakiem osiągnięcie szczytu Tarnicy zajmie około dwóch godzin. Jest początek czerwca, więc Bieszczady zachwycają świeżą, wiosenną zielenią.

Ponieważ wędruję w piątek, na szlaku nie ma zbyt wielu turystów. A ci, którzy są, nie zapominają o starej tradycji pozdrawiania się. Magia gór zaczyna działać – wyciszam się, umysł przestawia się na zachwyt!

Góry i szczyt widoczny w oddali
Cel majaczy w oddali

Pod Tarnicą zaczyna nieco wiać, ale nic nie przeszkadza w podziwianiu widoków. Nawet widoczny z daleka metalowy krzyż, będący cechą charakterystyczną góry od lat, jakoś nie przeszkadza. To już trzeci krzyż z kolei, poprzednie “poległy” za sprawą zawirowań politycznych lub pogodowych.

Krzyż na Tarnicy
Krzyż na Tarnicy

Tarnica jest także miejscem pielgrzymkowym. Przez prawie 30 lat, na pamiątkę potajemnego, nocnego postawienia drugiego z krzyży, hołdzie papieżowi Janowi Pawłowi II, co roku urządzano Wielkopiątkowe procesje. Przeżycie dla biorących udział było wręcz mistyczne! Połączenie trudów trasy – od brnięciu w śniegu, poprzez szczelnie otulającą mgłę, aż po prawdziwą wiosnę,  w zależności od roku – z przeżyciem religijnym stało się dla wielu kultywowaną tradycją. I właśnie dlatego, że w poprzednich latach w pielgrzymce wzięło udział ponad 5 tysięcy uczestników,w 2017 roku władze Bieszczadzkiego Parku zabroniły pielgrzymki, szlak na Tarnicę został w tym czasie zamknięty. Zaproponowano alternatywną trasę z Wołosatego na Przełęcz Bukowską.

Oprócz dużego, reprezentacyjnego krzyża, w krzaczkach jagodzin przycupnął mały, drewniany krzyż, poświęcony turyście, którzy zginął na Tarnicy. Bo Bieszczady, to nie  “kapuściane głowy” jak niektórzy je określają.

Drewniany krzyż wśród krzaków borówek
Przestroga! Nie lekceważ Bieszczad!

Mimo, że robią wrażenie łagodnych i bezpiecznych – wcale tak nie jest. Trzeba podejść do nich z rozwagą i odpowiedzialnością, a wtedy zrewanżują się eterycznymi wręcz przeżyciami.

Przebieg mojej trasy

Wołosate⇒ 2h szlak niebieski Przełęcz pod Tarnicą⇒  szlak żółty 0:15 min Tarnica ⇒ szlak żółty 0: 10 Przełęcz pod Tarnicą ⇒ szlak czerwony 2:30 min Ustrzyki Górne ⇒ 1:40 min szlak niebieski asfaltem Wołosate

Można jeszcze wejść piękną trasą przez Przełęcz Bukowską i Halicz, ale ja nie lubię początkowego, kilku kilometrowego odcinka po asfaltowo – ubitej drodze.

Wejście z Ustrzyk jest bardzo uciążliwe – najbardziej optymalny jest kierunek, który wybrałam. Samochód najlepiej zostawić na parkingu w Wołosatem lub w Ustrzykach Górnych i odcinek Ustrzyki Wołosate spróbować pokonać łapiąc  “na stopa”.  W Bieszczadach nadal funkcjonuje, tak charakterystyczna dla tego regionu, samopomoc turystyczna w zakresie podwozu. Autobusy praktycznie nie kursują, w sezonie lub w weekendy można liczyć na busy, a poza tym okresem… pomagamy sobie wzajemnie!

Droga i kilka domów
Ustrzyki Górne niezmienne od lat

…Ruszam gdzieś w Połoniny, tam zmęczony wspinaczką
człowiek staje się inny…

Wielu z nas, wędrowców – podobnie jak Siczka – odbiera Bieszczady jako miejsce, do którego człowiek ucieka, aby odreagować całe zło życia. I nieważne, czy na tylko na kilka dni, czy też na wielodniowe łazęgowanie lub zmianę miejsca zamieszkania.

połonina a na niej droga
Ta zieleń na połoninach jest jak najbardziej prawdziwa

Kapuścianych głów – w nieco innym, bo ludzkim wydaniu  – tutaj nie brakuje! Szczególnie w weekend, na żółtym szlaku z Przełęczy Wyżnia na Połoninę Wetlińską. Uważany powszechnie za najłatwiejsze dojście, jest wręcz – w sobotnie przedpołudnie – oblegany przez wycieczki pijanych i pijących wycieczkowiczów, przysłowiowe panie w szpilkach i klapkach, ludzi z malutkimi dziećmi niesionymi na rękach. “Ale nie ma problemu!” jak stwierdził jeden z panów z dwójką malutkich dzieci, już na dole trasy płaczących z powodu upadków i poobdzieranych kolan. “Wiem, że na górze jest GOPR, więc jakby co, MUSZĄ nas zwieść!”. Nic dodać!

Wędrówka w harmidrze i wrzaskach, nie należy do przyjemnych! Zrobiłam błąd wybierając tę trasę, lepiej jest iść z Brzegów lub  z Wetliny.

kwitnąca na żółto łąka w górach
Na takie piękno nie ma opornych

Chatka Puchatka – kultowe wręcz, bieszczadzkie miejsce prowadzone przez kilkadziesiąt lat przez Lutka Pińczuka ( od 2017 roku nie gospodarzy już w Chatce), jednego z najstarszych  Bieszczadników, śmiertelnie zakochanego w połoninach, to kolejny symbol Bieszczad. Zawsze można dostać tutaj coś do zjedzenia i przespać się w niezbyt komfortowych warunkach, ale za to  zachwycając się widokami gór rozpościerającymi się aż po horyzont!

Dzisiaj jest tutaj jednak tak głośno, że szybko zmykam na dalszą trasę w stronę Smereka.

ludzie przed schroniskiem Chatka Puchatka
Relaks przed schroniskiem Chatka Puchatka

…Patrząc z góry wokoło, świat wydaje się lepszy…

Tak się czuję, przemierzając kolejne kilometry w otoczeniu cudów przyrody, pozdrawiając się z mijanymi z rzadka turystami. Piękno połonin mnie zachwyca, ale dla gór nie jest zbyt dobre. Powstałe wskutek mocno eksploatację przez człowieka lata temu, obecnie zaczyna być przywracane do poprzedniego stanu. Czy to najbardziej rozrośnięte krzaczki brusznicy, dający żywo zielony kolor stokom, czy grechoty skalne – wszystko urzeka. 

zejście z góry ostre
Zejście z Smereka – grechoty skalne

Połoniny stały się także miejscem wiecznego spoczynku poety Harasymowicza, którego prochy – zgodnie z jego życzeniem – zostały rozsypane nad połoninami. Nie wyobrażał sobie życia gdzie indziej,

W górach jest wszystko, co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka

i pragnął pozostać tutaj na zawsze. Przyjaciele także o nim nie zapomnieli i na Przełęczy Wyżnia postawili mu symboliczny grób – przez wielu opisywany jako pomnik.

obelisk kamienny będący symbolicznym grobem Harasymowicza
Symboliczny grób Jerzego Harasymowicza
Przebieg mojej trasy

 Przełęcz Wyżnia  ⇒ 1:15 min szlak żółty Schronisko Chatka Puchatka  szlak czerwony przez Przełęcz Orłowicza i Smerek do wioski Smerek  4:00 h

Do Chatki Puchatka można także wejść z innymi trasami: z kempingu „Górna Wetlinka” – 1:45 min, lub z Brzegów Górnych – 1;40 min ( ta trasa jest dość stroma). Bezwzględnie najpiękniejszy odcinek jest pomiędzy Schroniskiem, a Smerekiem. Przepiękne panoramy, jakie można podziwiać idąc nią, zapierają dech w piersiach!

Majster Bieda też jest stąd

Nikt nie pytał skąd się wziął
Gdy do ognia się przysiadał
Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch
Zmęczony drogą wędrowiec boży
Zasypiał długo gapiąc się w noc
Majster Bieda

Przełęcz Wyżnia wiąże się także z inną historią. Wręcz legendą, o której istnieniu wielu nie ma pojęcia, chociaż doskonale znają “Majstra Biedę“. Oczywiście piosenkę, bo zarówno twórca jak i pierwowzór już odeszli na “wieczne połoniny”.

przełęcz, ścieżka a na niej ludzie
Widok na Przełęcz nieco z góry

Władysław Nadopta ( lata całe żył w Bieszczadach, utrzymując się ze zbiorów runa leśnego i pomagając Gopr -owcom w poszukiwaniu turystów) i Wojtek Belon ( muzyk, założyciel “Wolnej Grupy Bukowiny”) spotkali się na wspomnianej przełęczy. Pierwszy szukał tam wolności, drugi – weny twórczej.  A wzajemnie po prostu bardzo polubili się i od tej pory niejednokrotnie razem spędzali czasem prowadząc dysputy przez długie godziny.

Wynikiem tego, było napisanie przez Belona utworu “Majster Bieda” – Władysław bowiem był dla niego uosobieniem bieszczadzkiej wolności. Władysław Nadopta długo nie wiedział, że „Majster Bieda” to utwór o nim. Dopiero, gdy przypadkiem w radiu usłyszał dedykację, zrozumiał, że dzięki Belonowi stał się jedną z bieszczadzkich ikon.

Bieszczadzki Zakapior, a któż to taki?

Dusze niepokorne, ludzie z silną osobowością, zakochani w przyrodzie – szczególnie tej bieszczadzkiej. Nie bojący się ciężkiej pracy, którzy lata temu przybyli na dzikie wówczas tereny, najczęściej w poszukiwaniu wolności. Mówi się, że byli to ludzie z przeszłością lub bez przyszłości.

Każdy człowiek to inna historia, ale na pewno łączy ich jedno: swoisty sposób życia, oparty na najprostszych zasadach: zarabianie na życie zbierając “dary lasu” lub pracując w lesie i mieszkając w barkach lub szałasach. Przybywali także artyści ( jak Janusz Zubow), a niektórzy w czasie pobytu odkrywali u siebie – mniejsze lub większe – zdolności artystyczne, stając się lokalnymi artystami.

mały, drewnianybudynek galerii
Zajdź koniecznie w Cisnej do Atamanii Bieszczadu

Odnajdywali “drugiego siebie” lub zaczynali nowe życie. Często od przysłowiowego zera. Lata temu, poznałam jednego z nich – Ryszarda Szocińskiego, który dziesiątki lat temu  przybył w Bieszczady… zbić kokosy na uprawie czosnku. A stał się artystą i poetą. Tak Bieszczady transformują człowieka!

Piękne to było spotkanie i cudowne opowieści o życiu w tamtym Bieszczadzie. “Bieszczad” – tak właśnie poeta mówi o krainie. Dzisiaj, niestety, nie mogłam już z nim porozmawiać. Bo chociaż przebywa w swoim poetyckim sklepiku Atamania Bieszczadu  w Cisnej, to z powodu przejścia ciężkiej choroby nie może mówić.

Pozostaje tylko czytać jego poezję – moją ulubioną jest ta z tomiku “Idąc przez Bieszczad”, którą dostałam od niego wraz z dedykacją lata temu. Dedykacją napisaną… gęsim piórem.

” Bieszczadnicy” żyli w harmonii z przyrodą i otoczeniem, a ich “miejscem spotkań ” stała się wiejska knajpka w Cisnej – Siekierezada.

budynek restauracji z napisem Siekierezada
Oto ona – Siekierezada!

Siekiera numer siedem – proszę *

Zarówno Jędrek Połonina – o którym piszę w dalszej części tekstu-  jak i dziewięciu innych bieszczadzkich zakapiorów mają nadal swoje miejsce wśród żywych.

numerki a pod nimi nazwiska
Stołki “ku pamięci” przy barze

W Siekierezadzie bowiem, przy bufecie znajduje się dziewięć opisanych stołków, pamięci tych, którzy odeszli na “Niebieskie Połoniny”.

W pamiątkowej księdze, przykutej łańcuchami do jednego z diabłów, wspomnienia o nich spisał właściciel Rafał Dominik.

Siekierezada, powstała w latach 90 -ych, jej  głównymi klientami byli ludzie żyjący z pracy w lesie. Jak w filmie z 1985 roku “Siekierezada” ( scenariusz oparty na powieści Edwarda Stachury). Grozy dodaje fakt, że grający główną rolę Edward Żentara po latach także popełnił samobójstwo. Zresztą Stachura także próbował popełnić samobójstwo, w sposób jaki opisał w powieści. A nazwa knajpy wzięła się właśnie z tytułu filmu.

opis historii życia człowieka
Losy “dziewięciu” zawarte na stronach księgi

W czasach, gdy biesiadowali tutaj leśni ludzie, była to zwykła knajpa,  zwana popularnie ” mordowanią”. Nieco inną, bo z wiszącymi na ścianach szatańskimi łbami. Z biegiem lat diabelskich akcentów i siekier wbitych w stoły przybywało, a knajpa stała się “kultowa”. Ludzie wpadają tu na chwilę, nie mając najczęściej pojęcia o jej historii. Przeciętny konsument nawet nie zauważa “krzeseł z dedykacją”.

dwie siekiery wbite w stół i księga z drewnianą okładką diabła
Wystrój wnętrza w Siekierezadzie

Na stronie baru przeczytasz losy tych ludzi. Zwykłe, czy nie – nie mnie oceniać – ale tworzące to coś, co jest tylko tutaj w “Bieszczadzie”.

* w Siekierezadzie klient dostaje maleńką (model wręcz) siekierę z numerem zamówienia

Jak powstała legenda

Będąc w Bieszczadach warto pomóc szczęściu, kupując dusioł bieszczadzki spełniający życzenia wszelkie. Najlepiej u wspomnianego wyżej Ryśka Szocińskiego, bo tylko te mają “certyfikat jakości” – co znaczy, że spełniają nawet najskrytsze marzenia.

Razu pewnego spotkali się Andrzej Potocki ( urodzony w pobliskim Rymanowie, historyk i dziennikarz – piewca Bieszczad) i jeden z bieszczadzkich zakapiorów Jędrek Wasielewski – Połonina. Męskie rozmowy przy wódeczce, zaowocowały recytacją wiersza Leśmiana o dusiołach. I to była dla nich inspiracją do “powołania” miejscowego dusioła. Nie zadawali Panu Bogu pytania, jak zrobił to Leśmian “Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?”, tylko wzięli się sami do roboty. Bawiąc się swoim pomysłem, pisali teksty i rysowali postacie legendarnego duszka.

“Dusiołki co one są w Bieszczadach” Andrzej Potocki  – do kupienia w Atamanie w Cisnej

rzeźba i wiersz oprawiony w ramkę wiszą na ścianie
Dusioł w barze, a jakże…

Jędrek Połonina znad jezior – kapeluszowy kowboy 

Był jednym z nich – bieszczadzkich bardów. Jakoś mi szczególnie bliski, bowiem pochodził z regionu Polski, do którego mam ogromny sentyment od lat ponad trzydziestu.  Z Górzna koło Brodnicy, miejsca gdzie w licealnej młodości wspólnie z mieszkającą w Brodnicy Dorotą, spędzałam wakacje. Dorota zresztą także pokochała Bieszczady i rok w rok wpada tutaj zaczerpnąć oddechu. Cztery lata temu udało nam się nawet spotkać na kilka godzin w Biesisku”  w Przysłupiu. 

zielone połoniny
Połoniny, jak się w nich nie zakochać?

A wracając do Jędrka. Rzeźbił  piękne madonny, anioły, kapele, malował jesienną paletą barw bieszczadzkie strachy i cerkiewnych świętych. Niezwykle zdolny, realizował się także w poezji i muzyce. Żył jak prawdziwy kowboj, a jego malownicza postać stała się charakterystyczna dla bieszczadzkich szlaków.

Niestety, prawie 20 lat temu, pijany kierowca potrącił go w Komańczy i Jędrek pozostał na zawsze w swoich w Bieszczadach. Także w pamięci wielu. Stał się legendą!

To nieprawda Że Jędrek nie miał nic, Bo on miał całe Bieszczady To nieprawda Że Jędrek nie miał nikogo, Bo on miał nas wszystkich – jak mówił Andrzej Potocki

Chmielu …od fikołków do muzyki

To nie jest tak, że zakapiorzy przybywali w Bieszczady lata temu. One nadal wciągają magicznymi łapkami następnych mieszkańców. Poznani przeze mnie właściciele przeurokliwych pensjonatów – o których piszę na dole artykułu – także przybyli w niemal dzikie odstępy z ruchliwych miast. Tak, teraz oferują fajne miejsca noclegowe, ale pamiętam ich opowieści o początkach! To po prostu trzeba lubić – ciężkie, traperskie życie!

drewniana bieszczadzka chata wśród drzew
Bieszczadzkie chaty

Jednym z niedawno  przybyłych był także Przemek Chmiel. Zagościł w 2010 roku, porzucając dotychczasowe życie “magistra od fikołków” – jak sam o sobie mówił.  Zakochał się w Bieszczadach bez pamięci i choć nie urodził się w tym regionie, przyjechał tutaj z rodziną, by żyć w miejscu, które uważał za najpiękniejsze na świecie.

Idealnie zaaklimatyzował się, a jego poezja śpiewana uświetniła nie jeden wieczór. Jednak bieszczadzka trasa okazała się dla niego bardzo krótka, nie pokonał napotkanego na swojej drodze raka. Zmarł w  styczniu tego roku.

Konno do … grobu miłości

Bieszczadzkie szlaki wręcz zapraszają na wyprawy konne, na przykład na hucułach z Wołosatego czy innej stadniny w sercu Bieszczad.

ścieżka dla koni w górach
Konno lub pieszo – do Ciebie należy wybór

Bo czyż to nie cudowne uczucie odwiedzić i poznać dzikie odstępy, spotkać wśród zarośli – niejadowitego – węża eskulapa ( największe skupisko w Europie Środkowej) lub dotrzeć do grobu hrabiny i  zaczarować dla siebie odrobinę miłości? Z tym, że ten wąż niekoniecznie dla mnie – ofidiofobia włącza mi się na samą myśl o wężach!

wąz Esculap
Esculap o długości do 2 metrów  foto: Wikipedia

A wracając do hrabiny Klary. Postaci jak najbardziej prawdziwej, żyjącej nieopodal w  nieistniejącej dzisiaj wiosce Sianki wraz z mężem Franciszkiem w XIX wieku. Ona była hrabianką, on natomiast bogatym posiadaczem ziemskim – w tym także wioski Sianki ( do dzisiaj część wioski istnieje po ukraińskiej stronie).

Żyli w zgodzie, szczęściu i miłości, chociaż – podobno – złe były zwiastuny ich pożycia. W czasie ślubu zerwała się  ogromna wichura, niszcząc wiele domów, wyłamując drzewa i uszkadzając cerkiew. Z cerkwi zerwany został krzyż, który wbił się na przeciwległym brzegu pobliskiej rzeki. Państwo Klara i Franciszek Stroińscy wybudowali w tym miejscu cerkiew i od tej pory żyli w prawdziwej sielance.

droga a nad nią drzewa wygięte w łuk
Zielona trasa

Aż do czasu gdy Klara ciężko zachorowała. Nie pomogli wezwani medycy, Klara wkrótce zmarła. Franciszek pochował ją i pozostał jej wierny aż do śmierci 26 lat później. Przez te wszystkie lata codziennie odwiedzał grób żony, patrząc na grób z wyrytym przez niego napisem: “Dla tej, która uczyniła mnie najszczęśliwszym z ludzi”. Po śmierci został pochowany obok żony.

Żeby odwiedzić ich grób, trzeba udać się ścieżką dydaktyczną z Bukowca do źródeł Górnego Sanu. Trasa jest ciekawa, ale dość męcząca – w dwie strony około 6 godzin, a grób znajduje się około 40 minut przed końcem ścieżki. Warto jednak pokonać ją do końca, bo tylko odwiedzenie Grobu Hrabiny ( tak nazywany jest grób Klary i Franciszka), gwarantuje znalezienie  szczęścia w miłości – takie jest przesłanie niezwykle mocnego uczucia tej pary, nazywanej bieszczadzkimi Romeo i Julią.

zielona kwitnąca na kolorowo łąka
W Bieszczadach nawet zwykła łąka zachwyca

Jedzie bieszczadzka ciuchcia

Od paru lat znowu jeździ Bieszczadzka Ciuchcia, sypiąc iskrami i wypuszczając kłęby dymu. Obecnie co prawda nie wozi drewna, ale ludzi chcących z bliska poznać urok takiej “wyprawy”. Główną stacją jest przystanek Majdan, z którego kolejka wyrusza na dwie trasy. Rozkład jazdy dostępny na stronie Bieszczadzkiej Kolejki.

Wąskotorowa kolejka Ciuchcia rusza w trasę ze stacji Majdan
Ciuchcia rusza w trasę ze stacji Majdan

Za wejście na teren stacji trzeba zapłacić bilet wstępu 2 zł i w jego ramach można zwiedzić Muzeum Kolejnictwa Bieszczadzkiego. Oprócz reliktów typowo związanych z kolejnictwem z tych stron, rewelacyjna jest wystawa dioram na temat kolejnictwa zrobionych przez księdza Janusza Grygiera. Realizuje swoją pasję, tropiąc kolejowe absurdy na terenie całego kraju. Dla mnie hitem są… przekładane tory na czas przejazdu pociągu.

miniaturka domu i torów kolejowych
Diorama  – jedna z wielu – księdza Janusza Grygiera w Muzeum w Majdanie

Gdzie przyłożyć głowę do poduszki

  • Siedlisko Brzezinak w Przysłupiu, marzeniem Krzysztofa  – pochodzącego z Warszawy – było zamieszkanie w Bieszczadach. Ich rodzinny Brzeziniak powstawał latami, poznałam to miejsce, gdy były tylko pokoje do wynajęcia i cudowny domek (świetlica z kuchnią :)) na wodzie. Dziś rozbudowany, ale nadal niesamowicie klimatyczny. W 2016 roku byłam na zorganizowanym przez nich  Bies Czad Blues ( odbywającym się corocznie latem).
  • Klimatyczne chaty lub pokoje do wynajęcia w Wetlinie, Cisnej lub innych przysiółkach znajdziesz w ⇒ Klimatyczny nocleg w Bieszczadach.
  • Chata Magoda w Lutowiskach  prowadzona przez Jagodę i Maćka, którzy przybyli w Bieszczady ze Szczecina. Urzekła mnie stara chata z cudownymi wnętrzami, gospodarze i otoczenie. Historia do przeczytania w książce Jagody Miłoszewicz “Chata Magoda. Ucieczka na wieś”

Gdzie zjeść

  • Karczma Łemkowyna” w Cisnej jest dla nas miejscem, do którego codziennie wracamy na wieczorne biesiadowanie, a na kawkę i szklanice lokalnego piwa wpadamy do “Siekierezady”.
drewniana restauracja i auto przed nią
Łemkowskie jedzenie i klimat niepowtarzalny
napisa na desce zaieszonej pod sufitem restauracji
I to jest prawda!

Bieszczadzkie Anioły

Pełno ich wszędzie, opanowały całe góry, tylko trzeba umieć je dostrzec. I tak łatwo stać się ich bratem…

rzezby aniołów
Wypatruj, a na pewno je dojrzysz…

 

Pomocne info
  • Opłaty za jednorazowe  wejście do Bieszczadzkiego Parku Narodowego, wynosi 6 lub 7 zł ( w zależności od trasy)
  • W terminie  od 1 lipca do 31 sierpnia  2017 można nabyć bilet wielokrotny w cenie 18 zł – normalny i 9 zł – ulgowy. Bilet wielokrotny uprawnia jedną osobę do czterokrotnego wstępu na szlaki turystyczne oraz ścieżki przyrodnicze Bieszczadzkiego Parku Narodowego. można zrealizować w dowolne 4 dni przez 14 dni od wystawienia.
  • Przy planowaniu wyprawy pomocna może być strona z godzinami przejść i możliwością planowania tras.
  • Z komunikacją w Bieszczadach jest kiepsko – “auto stop” jest nadal aktywny
rozkład jazdy autobusów
Dostępne autobusy – szału nie ma…

Ech, Bieszczady…

Wyjątkowy to był dla mnie wyjazd, bo urodzinowy. Kilka lat temu, mój bardzo już dorosły syn, zaproponował, że w ramach corocznego prezentu urodzinowego zabierze mnie na górską włóczęgę.W tym roku padło na połoniny … i nie tylko. Cudownie spędziliśmy razem czas, wędrując, gadając i milcząc. Dzięki Radziu!

kobeta i mężczyzna na tle gór
My na Tarnicy

 Bieszczadzki klimat lat 80 -ych

Moje Bieszczady

Moje Bieszczady – jak śpiewa “Siczka”, tym razem z Małgosią Ostrowską – są “moimi ” górami dla wielu  nas.

Nie mogło zabraknąć ich w tym tekście!

 W temacie gór, a może się przydać:

 szlaki w górach

Wybierasz się w Bieszczady? Masz pytania dotyczące wyjazdu? Pisz śmiało w komentarzu, postaram się odpowiedzieć 🙂

 źródło: Wikipedia, teksty utworów Eugeniusza Olejarczyka “Siczki” z KSU,”Za mgłą” KSU,”Majster Bieda” Wojtka Belona, Przemka Chmiela, SDM, Wolna Grupa Bukowina, Harasymowicza, Leśmiana, Andrzej Potocki

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się na listę i nie przegap nowych ciekawostek, porad i konkursów!