
Warsztaty kulinarne.Marokański wieczór z Jolantą Kleser w Pracowni Smaku
Przepisy i nowe smaki przywiezione z bliższych lub dalszych wojaży pojawiają się w mojej kuchni po powrocie z wakacji. Tym razem jednak stało się odwrotnie. Najpierw smaki kraju, a podróż nieco później…
Za sprawą Joli Kleser i zorganizowanych przez nią warsztatów kulinarnych w Pracowni Smaku, o jednoznacznie brzmiącym tytule: „Kolory Maroka”. Nie byłam – jeszcze – w Maroku, a już zachwyciłam się marokańską kuchnią.
Kolory i smaki Maroka
Tak, to był niezwykły wieczór, spędzony w aromacie przypraw, ziół, zapachów, kolorów i wreszcie – na koniec warsztatów – przecudownych, marokańskich smaków.
Teraz pozostało mi jedynie … pojechać do Maroka, aby u źródła zajadać się Tadżin i sałatką taktouka, popijając typową dla Maroka miętową herbatką. Niby miętowa, a jednak nie do końca:).
Pracownia Smaku, to zaiste czarowne miejsce, w jednej z niezbyt pięknych bram w kamienicy na ulicy Kościuszki w Katowicach. Wchodzisz przez ponurą bramę – tak typową dla mnóstwa kamienic na Śląsku – wypowiadasz w myśli: „Sezamie, otwórz się!” i magia zadziała!
Znajdziesz się w zupełnie innej rzeczywistości – kuchni marzeń, z mnóstwem przypraw, przetworów, oliw, naczyń i elementów wyposażenia kuchni, kolorów i smaków. A przede wszystkim długim stołem, z przygotowanym dla każdego uczestnika warsztatów stanowiskiem pracy: deską, nożem i fartuchem.
W drogiej części Pracowni Smaku – jadalni – na koniec warsztatów czeka nakryty do posiłku stół.
Taki obraz ukazał się moim oczom, gdy drugiego października stawiłam się na warsztaty kulinarne z marokańskimi potrawami w roli głównej.
Miło powitana i poczęstowana aromatyczną, o energetyzującym kolorze herbatką – mieszanką hibiskusa i szałwii palestyńskiej – poczułam się jak długo oczekiwany, miły domowi gość.
A potem już poszło…
Prowadząca warsztaty i jednocześnie twórca i właściciel Pracowni Smaku – Jola Kleser, otwarta, pełna ciepła kobieta, wprowadza miłą, wręcz przyjacielską atmosferę wśród zupełnie obcych sobie ludzi. Osoba, która miłość do gotowania ma wypisaną na twarzy. Robi to co lubi i – jak zwykle, gdy pracę łączy się z pasją – wychodzą znakomite kombinacje.
Gotowanie, świetna zabawa, mnóstwo cennej wiedzy, śmiechy, pogaduchy – o jedzeniu, podróżach, smakowaniu świata – taki to był wieczór.
Tyle się działo i tak szybko, że nawet nie zdążyłam wypić do końca mojej różowej herbatki:).
Każdy z nas dostawał różne zadania do wykonania przy kolejnych potrawach, a łącząc produkty w smaki, jednocześnie poznawaliśmy przeróżne „triki” ułatwiające kuchenne, „pomocnicze” prace.
- Czosnek stał się jeszcze bardziej przyjazny, odkąd wiem, że wystarczy go „walnąć” w główkę, aby zrzucił łupinkę.
- Papryka – posmarowana olejem i porządnie posolona, jeszcze lepiej zrzuca skórkę, niż w metodzie, którą stosowałam do tej pory. Już wprowadziłam korektę do mojego artykułu o obieraniu papryki.
- Bakłażan – przekrojony na pół, ponacinany w kratkę i włożony skórką do góry do piekarnika, najpełniej oddaje swoje aromaty o upieczeniu.
- A wiedzieliście, że po przekrojeniu cytryny ostrze noża tępi się? 🙂
Przechodząc do kolejnych etapów przygotowywania potraw, otaczające nas aromaty stawały się coraz bardziej intensywne. Aby je jeszcze bardziej poczuć, wyszłam na chwilkę na zewnątrz.
Nie sposób opisać moich wrażeń, których doznałam po powrocie! Przeniosłam się do marokańskiej, ciepłej kuchni, w której aromaty, niczym pasma mgły z zatopionymi w niej zapachami i smakami snuły po całej pracowni.
Marokańska uczta
Aż nadeszła godzina „zero”. Przygotowane przez nas potrawy zaczęły „pojawiać” się na stole.
- Przystawka – Pastilla z kurczakiem.
- Danie główne – Tadżin w dwóch wersjach: z królikiem i kurczakiem, podawany z kuskusem.
- Sałatki – zaalouk i taktouka.
- Deser – Ciasto filo z kozim serem i miodem.
- Napój – herbata marokańska miętowa, czyli połączenie herbaty zielonej z miętową. W oryginalnej wersji mocno słodzona.
- Na wynos – własnoręcznie przygotowane kiszone cytryny. Od dawna kiszę cytryny, w taki sam sposób, jak robi to Jola, jednak zainspirowała mnie nieco innymi przyprawami. Moje cytryny zakisiłam z dodatkiem czarnuszki – w jednym słoju, a w drugim z czerwonym pieprzem.
Dla kogo warsztaty w Pracowni Smaku
Dla każdego, kto lubi dobrze zjeść i ma ochotę spędzić ciekawy wieczór.
Celowo napisałam, że lubi zjeść, a nie gotować, bowiem tak prowadzone warsztaty są ciekawe także dla osób na co dzień stroniących od kuchennego pieca. Wiem coś o tym, ponieważ mój towarzysz gotowania jest taką właśnie osobą, a już mam w planie uczestnictwo w kolejnych kulinarnych zmaganiach z Jolą w Pracowni Smaku.
Chronologiczna galeria
- Wyposażenie każdego uczestnika warsztatów
- Herbatka na powitanie z hibiskusa i szałwii palestyńskiej
- Przystawka – Pastilla z kurczakiem w trakcie „tworzenia”
- Tadżin w dwóch wersjach – z kurczakiem i królikiem
- Deser – marokańskie pierożki z koziego sera w cieście filo
- Zabierając przygotowane własnoręcznie, kiszone cytryny, po 3 godzinach gotowania, opuszczamy Pracownię Smaku.
Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach!
Wypełnij formularz, zapisz się na listę, a otrzymasz regularnie informacje o nowych przepisach i relacjach z podróży!












Gdzie można zapisać się na takie warsztaty?
Witaj, na stronie Joli Kleser znajdziesz wszystkie informacje i terminy warsztatów – http://www.pracowniasmaku.com.pl/.Cudownie i smacznie spędzisz czas:) dana