Zimowy urlop marzeń – mieszkasz w Castelrotto, a szusujesz na Alpe di Siusi

0
453
ośrodek narciarski w Dolomitach

Castelrotto/Kastelruth – urocze miasteczko z charakterystyczną wieżą kościelną górującą nad domami. Leżące u stóp owianych legendami gór i w kilku minutowej odległości od największej w Europie “narciarskiej łąki” Seiser Alm/Alpe di Suisi.

zasypywane śniegiem miasteczko
Zasypywane Castelrotto

We Włoszech po niemiecku

Zagmatwaną historia regionu, gdzie leży Castelrotto zdradzają dwie nazwy: Alto Adige i niemiecka Südtirol. Podobnie wygląda sytuacja z nazwami miejscowości i wielu innych urzędowych miejsc.

Castelrotto zapamiętałam od razu, gdy tylko kolega opowiadał mi o nowo odkrytym (przez niego, nie w ogóle), absolutnie rewelacyjnym miejscu na zimowe wakacje. Natomiast niemiecka Kastelruth nazwa jakoś mi się nie utrwaliła.

Język ladyński – pierwotnie język używany przez Ladynów – rdzenną ludność zamieszkującą doliny we włoskich Dolomitach. Liczba osób posługujących się tym językiem wynosi około 30 tysięcy. Obecnie używany język ladyński posiada liczne elementy zaczerpnięte z języków niemieckiego i włoskiego. W południowym Tyrolu (niem. Südtirol, wł. Alto Adige) język ladyński jest oficjalnie uznawany przez lokalne władze i nauczany w szkołach, ponadto w języku tym nadaje audycje Telewizja Ladyńska.

napisy w języku landyńskim
Na szczęście istnieje pismo obrazkowe

Język niemiecki używany jest tutaj znacznie częściej niż włoski – nawet w sklepie czy restauracji najpierw próbowano rozmawiać ze mną po niemiecku, a dopiero później po włoska. Podobnie ma się sprawa z nazwami miejscowości na tablicach: u góry niemiecka, pod spodem włoska.Co nie dziwi, jeśli zauważymy, że język niemiecki jest językiem ojczystym dla 82%, ladyński dla 14%, a włoski dla 4% mieszkańców okolicznych terenów.

A wszystko to sprawą zagmatwanych losów historii. Krainę tę, należącą przez ponad 500 lat do Austrii, dopiero w 1919 roku przyznano Włochom.

I tak powstał mariaż kultur, o którym zwykło się mówić jako o idealnym połączeniu niemieckiej precyzji z włoską fantazją. Skoligacone kultury wraz z bogactwem natury stworzyły miejsce idealne dla wypoczynku zarówno zimowego jak i letniego.

tablica informacyjna na szkole
Tablica informacyjna na włoskiej szkole

Niezła zima!

Prawie wiosna, a tutaj zima przywitała nas przy zjeździe z autostrady. Pierwszy sygnał, że „w górze” coś się dzieje z pogodą, była informacja umieszczona przy drodze, że droga do Val Gardena jest zamknięta. Upss, to na szczęści nieco w bok od mojego kierunku, ale niepokój powstał.

śnieg sypiący na autostradzie
Fotka z drogi
zasypane śniegiem mostek i małe budowle
Wjazd do hotelu

Zima, w miarę wspinania się w kierunku Castelrotto rozwijała swoje skrzydła. Po kilku kilometrach trafiliśmy na stojące w poprzek drogi samochody, które nie poradziły sobie na podjazdach.

Niektórzy próbowali w szalejącej zawiei śnieżnej zakładać łańcuchy, inni w rozpaczy stali na poboczach lub środku drogi. Robiło się coraz bardziej dramatycznie.

Po przejechaniu najdłuższych w życiu 40 km ( odległość od zjazdu z autostrady), dotarliśmy do hotelu Parc Hotel Tyrol. Górujący nad miasteczkiem, otulony śniegiem, sprawia sympatyczne wrażenie.

hotel Tirol w Casterlotto
Hotel Tyrol

Malunki na domach w Castelrotto

Castelrotto składa się z głównego miasta i 11 przysiółków – każdy z nich posiada oddzielną nazwę i kościół – rozsianych po sporym terytorium. Najniżej położone jest S. Vigilio na 720 n.p.m., a najwyżej przysiółki na Alpe di Siusi około 2000 m n.p.m.

Nazwa Castelrotto swoją nazwę zawdzięcza łacinie – Castellum Ruptum (Rozpadający się zamek) – dał początki dzisiejszej nazwie Castelrotto/Kastelruth, a pierwsze wzmianki o osadzie były już w czasach romańskich. Obecnie miasteczko reprezentuje typowy styl średniowieczny, którego centrum jest w środku rynku.

Tak malownicze (dosłownie – dzięki malunkom na domach), historyczne centrum Castelrotto powstało dzięki faktycznemu wkładowi żyjącego pod koniec XIX wieku, malarza Eduard Burgauner, syna miejscowego piekarza.

Eduard, obdarzony talentem plastycznym, od najmłodszych lat marzył, aby przekształcić miejsce swoich narodzin w dzieło sztuki. Po latach, wracając w rodzinne strony, zrealizował swój zamysł, malując kilka elewacji domów w centrum Castelrotto. 

Zapoczątkowany pomysł przyozdabiania domów kontynuowano, dzięki czemu dzisiaj krążąc po wąskich uliczkach, podziwiam liczne malunki na fasadach. O tematyce ściśle związanej z regionem – historią, legendami i tradycjami.

budynek ozdobiony malunkami
Budynki w Castelrotto ozdabiane malunkami

Dzwon, jakiego zazdroszczą sąsiedzi

Nieopodal kościoła, w samym centrum miasteczka, góruje wolno stojąca 82 metrowa wieża, zaliczająca się do najwyższych w Południowym Tyrolu. Została zbudowana w latach 1756 – 1758, w miejsce starej, gotyckiej wieży, która została poważnie uszkodzona podczas pożaru w 1753 roku.

Jest prawdziwą dumą mieszkańców miasteczka, także za sprawą kryjącego się w jej wnętrzu dzwonu. Dzwon ten bowiem szczyci się niespotykanym, pięknym dźwiękiem niosącym się hen w dolinę.

Wieżę można zwiedzać –  informacje uzyskamy  w informacji  turystycznym i na plakatach rozwieszanych w mieście. W czasie mojego pobytu była udostępniona do zwiedzania w każdy wtorek o godzinie 17 (na zwiedzanie należy zapisać się dzień wcześniej w Informacji Turystycznej). Za późno wróciłam z nart, więc zwiedzanie zostanie na następny raz.

Ale za to codziennie mogłam ją podziwiać o różnej porze dnia z okna pokoju hotelowego hotelu Tyrol, w którym się zatrzymałam.

wieża kościelna górująca nad miasteczkiem
Górująca nad miasteczkiem wieża kościelna

Magia wzgórza nad miastem

Przechodząc obok fontanny znajdującej się na głównym placu i idąc w górę w stronę lasu, dochodzimy do wzgórza, pod którym stał niegdyś zamek.

Widok na Castelrotto, okoliczne przysiółki i masyw Sciliar zapewnia mu miano miejsca magicznego, zwanego także „Górą Kalwarii”, gdzie w czasie Wielkiego Tygodnia odbywają kościelne procesje. Odwiedziłam to miejsce wieczorem, podziwiając miasto spowite w światłach i … „mój” hotel, położony na wzgórzu po przeciwnej stronie.

miasteczko castelrotto nocą
Castelrotto nocą

Miejscowe sławy      

Nie tylko legendy i zabytki sławią Casterlotto, ale i żyjące współcześnie postacie.

Trasa Lauberhorn – najdłuższy i najbardziej wymagający zjazd w ramach Pucharu Świata – liczy 4455 m, a zawodnik pokonuje go w około 2,5 minuty. Najlepsi na odcinku Haneggschuss (najbardziej stromy) osiągają prędkości dochodzące do 160 km/h! Główna trudność obok prędkości to fakt, że z taką prędkością zawodnik zabiera się do najazdu na serię skrętów.

Peter Fill – obecnie dwukrotny medalista mistrzostw świata w zjazdach i zdobywca małej kryształowej kuli, dorastał na narciarskich stokach Alpe di Siusi.

Zaczął jazdę jako trzylatek, a jego marzeniem – po 31 latach uprawiania narciarstwa – jest wygranie zjazdu na trasie Lauberhorn Wengen.

widok na zasypane góry
Tutaj pierwsze kroki stawiał Peter

Kastelruther Spatzen, miejscowy zespół, którego sława sięgnęła daleko poza miasteczko. Idealny dla lubiących folklor i miejscowe klimaty.

Siano do kąpieli i jedzenia

Po nartach czas na relaks. Dzięki kultywowaniu regionalnych tradycji mam okazję zażyć kąpieli w siane, spróbować tyrolskich knedli i innych specjalności kulinarnych regionu.

Kąpiele w sianie? Brzmi ciekawie. Widziałam takie oferty w hotelach Spa i jakoś nie budziły mojego entuzjazmu. Tutaj aż chce się tego spróbować! W najprostszym wydaniu to spanie na sianie, jakie pamiętam z pobytów na wsi w dzieciństwie.

Rodzina rolników przygotowuje „kąpiel” i nie pozostawia  wyboru – trzeba się kłaść.

W niektórych miejscach proponują specjalne podgrzewane łoża, aby jeszcze bardziej wydobyć aromat zasuszonych ziół.

Absolutnie nie dla alergików – kichanie nawet dla osób nie wrażliwych włącza się od pierwszego kontaktu z sianem.

kukły rodziny w sianie
Alpejska rodzina zażywająca kąpieli

Pomysł na kąpiel zawdzięczamy  rolnikom górskim, którzy po mozolnym koszeniu łąk górskich i po spędzeniu nocy na sianie, następnego dnia rano odzyskiwali siły i budzili się pełni energii.

Wkrótce ich śladem poszli rodacy z nizin i tak „sianowe kąpiele” ruszyły  w świat. W różnych wariacjach : jest się dosłownie zakopanym w sianie, w wannie wypełnionej gorącą wodą, w której zaparza się siano jak zioła, w jakiś wymyślnych tubach. Cel pozostaje ten sam – poczuć się lepiej dzięki aromaterapii.

Celem kontynuacji terapii sianem, polecają zupę z siana (Zuppa con fieno – Suppe mit Heu). Brzmi dziwnie, wygląda jeszcze gorzej!.

Tymczasem okazuje się, że może smakować i to wybornie. Tajemnica tkwi w 20 różnych ziołach, które zbierane na alpejskich łąkach, lądują w zupie. Podobno nadają się tylko te, które są pozbawione kwiatów.

zupa z siana podana w chlebie
Zupa z siana

Po całym dniu na stoku – nagroda

Może nią być kieliszek Veneziano (w innych regionach nazywany Spritz Aperol ), pomarańczowy aperitif z Prosecco i ziołowym likierem Aperol zwieńczonym plastrem sycylijskiej pomarańczy, z niewielką ilością gazowanej wody.

Lekko gorzkawy, aromatyczny napój doskonale zaostrzający smak przed kolacją. I uwielbiany przez narciarzy na zakończenie dnia na stoku.

Bombardino –  serwowałam sobie w nagrodę za dobrą jazdę przed zjazdem gondolą w dół. Ten rozgrzewające i aksamitny w smaku specjał, to podawany na ciepło napój alkoholowy mający w swoim składzie mleko, jajka i rum.

Podgrzane bombardino serwuje się z bitą śmietaną, opcjonalnie także z dodatkiem mocnego espresso (w tej wersji nosi nazwę Calimero).

kieliszek z napojem na tle gór
Aperol Spritz tutaj zwany Veneziano

Chleb z samych skórek

Okrągły, świetnie wypieczony, z kminem i kminkiem, składający się głównie ze skórek z cieniutką warstwą miąższu. Chleb – Schüttelbrot. Wypieczony z żytniej mąki, długo przydatny do spożycia.

Genialne rozwiązanie dla żyjących w górach, którzy nie mogli codzienne mieć świeżego chleba. Pierwszego dnia chrupiący, miękki – wystarczy rozciąć, wypełnić prosciutto, serem lub nawet samym  masłem aby osiągnąć poezję smakową. Wysuszony też smakuje wybornie, ale wtedy dedykowany jest dla ludzi o mocnych zębach.

Wyrabiany w specjalny sposób – wprawiając ciasto w ruch obrotowy na tablecie, uzyskuje się jego charakterystyczny, okrągły kształt. Coś pysznego! Zajadam się nim codzienne na śniadanie w moim hotelu.

suszony chleb
Chleb Schüttelbrot

Najpiękniej położony hotel – zapiera dech w piersiach

Hotele na stokach Alpe di Siusi same w sobie świetne, a jeszcze ich położenie! Z oszałamiającymi widokami na spowite w puszystym śniegu hale i wystające sponad nich groźne, jakby drapieżne szczyty.

  • Hotel Icaro ( na mapce narciarskiej oznaczony „R”) – dla mnie zdecydowanie najbardziej “pociągające” miejsce na pobyt.

Ławeczka nieopodal hotelu Icaro (przy trasie narciarskiej numer 55). Pewnie czarownicom, które – podobno w noce, gdy jest pełnia – nadal tutaj urzędują łatwiej jest  “z góry” przysiąść na niej, niż mi wdrapać się na nią. 

kobieta na bardzo dużej ławce, w tle góry
“Mała ławeczka” przy hotelu, z tyłu “Icaro”

Moje marzenie na lato: zanocować na „łące” Alpe di Siusi/Seiser Alm i ciesząc się wczesnym porankiem podziwiać wschód słońca. I rozkoszować się zachodem, podziwiając grę świateł na górze  Sciliar/Schlern.

Pomysł na lato – wędrówka od schroniska do schroniska po górach. Z tym, że zamiast siermiężnych schronisk, hotele z zapleczem Spa i pysznym, regionalnym jedzeniem.

Taką propozycję ma w swojej ofercie hotel Icaro, proponując wędrówkę po górach z noclegami w różnych hotelach. Wędruje się tylko z małym plecakiem, a cały bagaż jest przewożony z jednego miejsca noclegowego do następnego.

trasy narciarskie i biel
Tak pożądana przez narciarzy biel

Spełnione marzenie 

Dopisek do tekstu: Latem 2017 roku udało mi się spełnić marzenie. – Wędrówka po Dolomitach od hotelu do hotelu możliwa jest w okresie od  09.06.2017 do 08.10.2017 –  siedem nocy z HB Cena około 1000 € z HB  od osoby. Mój tygodniowy pobyt w Dolomitach, pamiętam jako:wędrówki po górach, zachwyt przyrodą, jedzeniem i widokami. Zamieszkałam w hotelu Icaro i mogłam rozkoszować się refleksami słońca grającymi na stokach Sciliar, o czym przeczytasz Tutaj.

ogromna ławka i siedząca na niej kobieta
Ta sama ławka, tylko otoczenie nieco się zmieniło
zachód słońca nad górami
Wieczorny letni spokój – widok z pokoju
Castelrotto/Kastelruth praktycznie - kilka wskazówek

Rozstając się z urokami alpejskich krajobrazami, niech w pamięci pozostanie legenda:

Słońce nadal świeciło nad spokojną wioską Świętego Walentego, kiedy po raz kolejny Hans Kochler z kamienną twarzą wyruszył w góry. Ci,którzy spotkali go na swojej drodze, spuszczali wzrok. Odważniejsi, którzy spoglądali na niego z bezpiecznej odległości, szeptali: „On idzie na górę Schlern, aby dołączyć do sabatu czarownic”. Wieśniacy mieli rację w swych obserwacjach. Ten groźny mężczyzna w rzeczy samej był czarownikiem – mistrzem czarów. Wszyscy wiedzieli, że mógłby on w jednym momencie skoczyć z góry Schlern na swój balkon lub kiedy jest wściekły, mógłby rzucić ciężkimi skałami z Schlern na hale Seiser Alm. I tak się kiedyś stało. Hans Kochler, doprowadzony przez czarownice do szaleństwa, rzucił z góry Petz ogromny głaz na sam środek płaskowyżu Seiser Alm. Rzeczony głaz – Tschonstoan – po dzień dzisiejszy pozostaje jako dowód rzeczowy “urzędowania” czarodziejów i czarownic na tych terenach.

potężny kamień na środku stoku zasypany śniegiem
Rzeczony głaz

Zostań jeszcze chwilę w narciarskich klimatach:

Castelrotto/Kastelruth – urokliwe miejsce na narciarski urlop w Dolomitach

 Alpe di Siusi – największa narciarska łąka Europy

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się na listę i nie przegap nowych ciekawostek, porad i konkursów!